Stratos Vasdekis
Szanowny Panie,
Nowa księga przysłów i wyrażeń przysłowiowych polskich, którą cytuje Gościwit Malinowski, do którego tekstu Pan nawiązuje – wymienia jako pierwsze poświadczenie tego zwrotu fragment chcieli ze mnie zrobić Greka, poświadczony u Gustawa Kolberga (1873), a jako drugie, Greka udawał w komedii Jana Chęcińskiego (1875). Jak jednak słusznie zauważa prof. Malinowski, w pierwszym wypadku chodzi raczej o uczynienie z kogoś osoby wszechstronnie wyedukowanej (i nie ma tu nic o udawaniu), w drugim – chodzi o dosłowne udawanie Greka, konkretnie: pewnego greckiego aktora-amanta. Nie były to więc jeszcze poświadczenia frazeologizmu znaczącego ‘udawać, że się czegoś nie wie lub nie rozumie, udawać kogoś niezorientowanego w sytuacji, zwłaszcza po to, aby uniknąć odpowiedzialności za coś lub aby nie musieć podejmować jakiegoś działania’.
Te zaś zaczynają się dopiero w latach 30. XX wieku. Dwa najstarsze pochodzą z roku 1936; pierwsze – z opowiadania Stefana Wiecheckiego „Twarda czekolada”. Jego bohater, pan Konstanty Rysiak, młodzieniec honorowy i w miłości kosztów nieżałujący, kupił swej narzeczonej, pannie Aurelci, czekoladę orzechową. Gdy jednak panna Aurelcia…
„…włożyła brzeg tabliczki do buzi i energicznie zacisnęła ząbki, coś chrupnęło… a piękna kobieta krzyknęła głośno i poczęła tłuc pana Konstantego czekoladą po głowie.
– Ach ty, łachudro, łatku galaretowy, drewnianą słodyczą kobietę po ciemku częstujesz? Na samym przodzie ząb sobie złamałam. Ale ja ci za to wszystkie trzonowe powybijam! Ja cię oduczę prymaprylus w listopadzie uskuteczniać! A masz czekuladkie z orzechamy! A masz!
Pan Konstanty niepomiernie zdziwiony znosił narazie ciosy, nie reagując, ale wkońcu dla wyjaśnienia sytuacji podbił pannie Aurelci lewe oko i zapytał, o co się właściwie rozchodzi.
– Jakto, o co? Co pan greka udajesz, panie Konstanty? Deskie w papierek od czekulady pan zawinąłeś i humorystyczną drakie z płci pięknej odstawiasz?
– Rzeczywiście deska, ale niech nic dobrego nie mam, jak ja o tem wiedziałem. Sklepiczarz mnie oszukał i lipę zamiast towaru dał. Ale ja mu pokażę”.
Zatem panna Aurelcia nie zarzuca panu Konstanemu udawania jakiegoś konkretnego Greka, lecz udawanie, że ten nie rozumie sytuacji (zresztą niesłusznie, gdyż nie rozumiał jej on naprawdę). Przy okazji widać, że wyraz greka zapisany został małą literą, co tym bardziej wskazywało, że nie mówimy tu już o Greku w sensie dosłownym (choć współcześnie zapisujemy jednak udawać Greka, zatem drugi wyraz wielką literą).
Drugie poświadczenie (nieobecne we wspomnianej Nowej księdze przysłów…) pochodzi z wydanej w tym samym roku powieści Henryka Worcella „Zaklęte rewiry”. Worcell – a właściwie: Tadeusz Kurtyka – od roku 1925 pracował w restauracji w luksusowym „Grand Hotelu” w Krakowie jako pomywacz, bufetowy, a później kelner. Powieść czerpie więc z jego osobistych doświadczeń. Choć akcja dzieje się w restauracji hotelu „Pacyfik”, to i „Grand Hotel” bywa wspominany. Jeden z kelnerów, pan Synaj, opowiada dawną sytuację z sylwestra w restauracji w „Grand Hotelu”, podczas której goście – m.in. przy jednym ze stolików kapitan Skutnicki, przy innym „jakieś centusie żydowskie” – najpierw długo wstrzymywali się z zamówieniami, a w końcu zamówili – jego zdaniem – o wiele za mało:
„Widzę, że idzie kapitan Skutnicki, tak mu pokazuję ten przylepek i on siada. Pytam się go – nic, powiada, że czeka na jakąś awionetkę. No dobrze. Czekam. Czekam i czekam. Orkiestra już gra, na innych rewirach wiater, a u mnie puchy – Żydzi czekają, Skutnicki czeka. Wreszcie kiwa na mnie palcem w bucie i powiada, że ta pani pewnie już nie przyjdzie, i zamawia mi kieliszek wiśniówki i dwie kanapki. A mnie cholera bierze i walę mu karafkę wiśniówki i coś z pięć kanapek. A ten do mnie: „Po co mi pan tyle tego przyniósł, ja tego nie zjem.” A szlag by cię trafił. Idę do Żydów, a ci, jak Boga kocham – zamawiają mi ćwiartkę jakiegoś sikonia – węgra czy francuskiego, nie pamiętam już – i nic więcej. Wreszcie godzina jedenasta – idą do mnie jacyś goście. Cztery osoby. Widzę, że jakieś obce gęby – a wiecie, że ja mam dobry węch – więc daję im duży stół, bo se myslę: „mają potem przyjść takie patałachy, to już wolę tych, co widzę”. Ano, powiada jeden: „Co ty, Marysiu, pijesz?” – „Nic.” – „A ty, Zosiu?” – Wykrzywiła gębę i też nic. A mnie się już wątroba przewraca. Bójcie się Boga, przecie to Sylwester, a nie żaden fajf! Ano, wreszcie po długich a ciężkich porodach wygniotłem z nich karafkę wódki i kanapki. Przyniosłem to i postawiłem na stole, bo powiedzieli, że sobie sami będą nalewać. A tu już wpół do dwunastej. Chodzę po rewirze jak struty i kokietuję Skutnickiego, ale gdzie tam! Siedzi jak mumia nad kanapkami i udaje greka. Idę do Żydów i pytam się, czy jeszcze coś. „Dziękujemy, mamy wino”. – Takie dranie!”
Znów: widać wyraźnie, że nie chodzi już o udawanie Greka w sensie dosłownym, lecz o udawanie, że się nie rozumie, czego oczekuje rozmówca.
Poświadczenie trzecie pojawia się niedługo po tamtych dwóch, bo w powieści Gustawa Morcinka „Miasteczko nad rzeką” wydanej w roku 1938. Jest to – rozpoczynająca rozdział – ogólna uwaga dotycząca zachowania dzieci w szkole:
„Dziecko w szkole rzadko zdobywa się na zupełną szczerość.
Dziecko w szkole jest chytre, przewidujące, umiejące obliczyć wszystkie szanse i wszystkie korzyści, jakie mu może przynieść szczerość wobec pana nauczyciela. Jeżeli przypuszcza, że rzecz to ryzykowna, przyczai się, przybierze maskę niewiniątka i naiwnego prostaczka.
– Udaje greka! – jakby powiedział wójt Lebiedzik.
Greka nie udaje jedynie Christman. Oto pan nauczyciel omówił wyprawę narciarską i saneczkową do podgórskiej wioski.”
Tu przy okazji można zauważyć, że prof. Malinowski chyba niezupełnie ma rację, stwierdzając, że podawane w nowszych słownikach definicje udawać Greka jako ‘udawać głupiego, naiwnego, nieuka’ są błędne. Z powyższego cytatu wynika, że „udawanie Greka” mogło się kojarzyć (już wtedy, w 1938 roku) z udawaniem nie tylko niewiedzy i niezrozumienia danej sytuacji, ale też z udawaniem ogólnej – może nie głupoty, ale w każdym razie – prostoty i naiwności.
Cóż więc możemy wywnioskować z tych pierwszych trzech poświadczeń? Po pierwsze – to, że zwrot był na pewno znany przed II wojną światową, a zatem pojawiające się czasem intuicje, że jego powstanie było związane z powojenną imigracją Greków do Polski, są na pewno błędne. Po drugie, zwrot pojawia się w zbliżonym czasie u trzech pisarzy związanych z różnymi rejonami Polski: Warszawą (Wiech), Krakowem (Worcell) i Śląskiem (Morcinek), co sugeruje, że zwrot ten na pewno nie miał już wtedy charakteru regionalnego i był zapewne szeroko rozpowszechniony.
A jaki był jego początek?
Do czasu artykułu prof. Malinowskiego, opublikowanego na jego blogu w roku 2014, pochodzenie zwrotu udawać Greka nie było przedmiotem żadnego większego opracowania. Jeżeli pojawiało się w pracach językoznawczych, to w formie krótkich wzmianek w kontekście badania stereotypów zawartych w języku, jak w pracy Krystyny Pisarkowej (1994 s. 227): „Grek. Ma stereotyp tradycyjnie skromny. Przysłowia i frazeologia przypisują mu piękny profil (grecki nos), spryt, przewrotność (udawać Greka ‘udawać głupiego dla zmylenia przeciwnika’)…” czy w artykule Anny Tyrpy (2021 [2006], s. 205): „Przypuszczam, że niemożność porozumienia się z powodu nieznajomości języka polskiego jest motywacją zwrotu (nie) udawać Greka, robić z (kogo) Greka (NKP Grecja 2). Grek wśród Polaków nic nie rozumie, a więc nie może się w nic angażować ani brać na siebie odpowiedzialności”, z uwagą w przypisie: „Taka interpretacja wydaje mi się bardziej przekonująca niż przypisywanie sprytu i przewrotności Grekowi, który udaje głupiego dla zmylenia przeciwnika (Pisarkowa 1994: 227)”.
Autorki tych wzmianek mówią tu więc nie tyle o pochodzeniu zwrotu udawać Greka, co o jego współczesnym funkcjonowaniu – o stereotypach, z jakimi się prawdopodobnie wiąże i o jego motywacji (to znaczy o związku między formą a znaczeniem). Nie są to więc w zasadzie hipotezy etymologiczne – choć można je potraktować jako przyczynki do takich hipotez.
Hipoteza nr 1 brzmiałaby wówczas tak: zwrot udawać Greka pojawił się w języku dzięki funkcjonującemu wśród Polaków stereotypowi Greka. Prof. Malinowski ma rację, że byłoby to „raczej zapożyczeniem rozpowszechnionego w łacińskiej Europie stereotypu, niż wynikiem osobistych doświadczeń Polaków”. Jednak samo w sobie nie przekreślałoby to, moim zdaniem, tej hipotezy. Widzę w niej natomiast inny problem: jeśli zakładamy, że powiedzenie oznacza udawanie niewiedzy w taki sposób, jak robią to ci przewrotni Grecy, to powinno raczej brzmieć udawać jak Grek, udawać po grecku, udawać w greckim stylu, udawać z grecka itp. Celem działania danej osoby nie jest bowiem sprawienie wrażenia, że jest ona Grekiem, lecz sprawienie wrażenia, że czegoś nie wie (tyle że sposób udawania miałby przypominać ten stosowany przez Greków). Ewentualnie spodziewałbym się zwrotu z czasownikiem innym niż udawać, np. działać jak Grek, robić coś po grecku, czy może wręcz robić Greka (to ostatnie przypominałoby włoskie fare l’indiano, dosłownie ‘robić Indianina’, czy hiszpańskie hacerse el sueco, dosłownie ‘robić się Szwedem’). Co więcej, hipoteza nie mówi nic o tym, kiedy ten frazeologizm miałby się pojawić w języku i czy było to związane z jakimiś konkretnymi wydarzeniami.
Hipoteza nr 2 brzmiałaby natomiast tak: zwrot udawać Greka pojawił się w języku dlatego, że Grek kojarzył się z kimś niemówiącym po polsku. To również jest możliwe, wydaje się nawet bardziej prawdopodobne, bo unikamy wyżej opisanych trudności. Wówczas powiedzenie do kogoś nie udawaj Greka oznaczałoby pierwotnie tyle, co nie udawaj, że nie rozumiesz po polsku. Tylko powstaje pytanie – dlaczego właśnie Grek, a nie przedstawiciel jakiejkolwiek innej obcej nacji?
Do tych dwóch hipotez możemy dodać dalsze dwie, które zostały sformułowane już w sposób bardziej bezpośredni jako hipotezy etymologiczne.
Hipotezę nr 3 przedstawiła w audycji „Co w mowie piszczy?” z roku 2012 Katarzyna Kłosińska. Stwierdziła, że zwrot udawać Greka związany był z pewną konkretną postacią – Sokratesem, a zatem Grekiem słynnym ze zwyczaju zaczepiania przechodniów na ulicach i zadawania im pytań o podstawowe pojęcia filozoficzne – udając, że sam tych pojęć nie rozumie. A przy tym Sokrates uchodził za autora powiedzenia „wiem, że nic nie wiem”. Hipoteza prof. Kłosińskiej także jest teoretycznie możliwa, ale brakuje jej potwierdzenia w źródłach – żadne z poświadczeń zwrotu udawać Greka nie wskazuje, że może tu rzeczywiście chodzić o Sokratesa.
I wreszcie hipoteza nr 4, wysunięta przez prof. Malinowskiego, który także przyjmuje, że zwrot udawać Greka związany był z pewną konkretną postacią, lecz nie z Sokratesem, a z pewnym „alchimikiem”-oszustem, Aleksandrem Balińskim (noszącym nazwisko po żonie, pochodzącej z Balina pod Olkuszem), który udawał Greka o nazwisku Laskaris. Gdy król Aleksander Jagiellończyk w Wilnie w 1506 r. głęboko zachorował (być może na syfilis) i nadworni medycy nie mogli nic na to poradzić, król posłał po słynnego alchimika Laskarisa-Balińskiego. Ten przybył do Wilna i kazał trzymać króla nad parą z łaźni, do której nakładł różnych ziół. Kazał mu też – wbrew medykom – pić dużo małmazji i mocnych win. Królowi się nie poprawiało, lecz pogarszało i mdlał, wreszcie więc Balińskiego uwięziono, ale było już za późno – król zmarł jakiś czas później. Oszustwo Balińskiego było tak słynne – wszak oszukał samego króla – że stało się początkiem tego powiedzenia.
Siła tej hipotezy tkwi w tym, że dostarcza ona najbardziej konkretnego, „namacalnego” wyjaśnienia pojawienia się zwrotu udawać Greka, wiążąc go z konkretnym, dobrze udokumentowanym epizodem z historii Polski. Dodatkowo – prof. Malinowski ma rację, że oszustwo musiało być słynne na cały kraj, a zatem jest bardzo prawdopodobne, że pamięć o nim przechowała się w języku.
Hipoteza ma jednak także pewne wady. Po pierwsze: zdarzenie, do którego się odnosi, miało miejsce w roku 1506, a pierwsze pewne poświadczenia zwrotu udawać Greka pochodzą z roku 1936, a zatem 430 lat później. Jest to ogromna przepaść czasowa i nieco podejrzanym wydaje się, że przez cały ten czas nie mamy zupełnie żadnych poświadczeń tego zwrotu w tekstach.
Tutaj jednak istotny może być dodatkowy argument prof. Malinowskiego: w pracy Kazimierza Feleszki (2003) o języku polskim na Bukowinie karpackiej do 1945 roku wymieniony jest zwrot udawać Greka ‘udawać, że się czego nie rozumie’, a główna fala polskiej emigracji na Bukowinę przypada na lata 1774–1819. Oczywiście prof. Malinowski ma rację, że wymyślenie powiedzenia udawać Greka niezależnie na Bukowinie i np. w Warszawie jest zupełnie nieprawdopodobne. A czy jest możliwe, że powiedzenie to zanieśli na Bukowinę jacyś pojedynczy Polacy, którzy przybyli tam po 1819 roku, np. w latach 30. XX wieku? Lub może nawet w drugą stronę – jacyś Polacy zanieśli je z Bukowiny do ojczyzny? Teoretycznie tak, tutaj prawdopodobieństwo jest może ciut większe, ale wciąż niskie. Najbardziej prawdopodobna wydaje się więc rzeczywiście możliwość, że zwrot ten został zaniesiony na Bukowinę pod koniec XVIII lub na początku XIX wieku, a zatem musiał być już wtedy przynajmniej u części Polaków znany.
Jeśli przyjmujemy argument o Bukowinie, przepaść czasowa staje się nieco mniejsza, ale wciąż jest duża – około 300 lat. Gdy napisałem o tym w komentarzu pod audycją prof. Malinowskiego na YouTube (https://youtu.be/fG9R9GITlrw?si=tQ7twnVh2K0k1Zpr), odpisał: „Jest luka czasowa, nie da się ukryć, jednak nasza znajomość tekstów języka polskiego lawinowo wzrasta właśnie od końca XVIII wieku, teoretycznie mógł nikt takiego powiedzenia nie zapisać. Ale racja, to jest minus”.
Możliwe, że frazeologizm funkcjonował przez dłuższy czas tylko w pewnych warstwach języka – może w gwarach, może w potocznej mowie miejskiej – a od lat 30. XX wieku pojawił się w literaturze i zyskał nową popularność. Tym bardziej, że i u Wiecha, i u Worcella jest to zwrot wyraźnie potoczny; co do Morcinka – można się zastanawiać, bo akurat wspomniany w cytacie wójt Lebiedzik jest postacią zachowującą zazwyczaj znaczną powagę i dbającą o kulturę wyrażania się i zachowania, choć jednak przynajmniej raz tę dbałość nieco zmniejsza, wołając do kogoś: „Cicho, ty błecho!”.
Po drugie: hipoteza prof. Malinowskiego nie wyjaśnia, dlaczego udawać Greka zaczęło oznaczać ‘udawać osobę, która czegoś nie wie lub nie rozumie’. Baliński nie udawał, że czegoś nie wie – wręcz przeciwnie, posługiwał się nazwiskiem Laskaris po to, by udawać greckiego humanistę, a zatem kogoś, kto wie dużo, kto wręcz słynie z wiedzy i oczytania. Skąd zatem ta zmiana znaczenia?
Może więc na początku, gdy pamiętano jeszcze o Balińskim, udawać Greka oznaczało w polszczyźnie ‘udawać kogoś mądrego, wykształconego’. Jednak z czasem (w końcu mówimy o tu o okresie około 300 lat) historia Balińskiego została zapomniana i pierwotna motywacja tego powiedzenia uległa zatarciu. Pojawiła się za to motywacja nowa, może np. taka, jaką opisała Anna Tyrpa: Greka skojarzono z kimś, kto po prostu nie mówi po polsku, i znaczenie zwrotu zmieniło się na ‘udawać, że się czegoś nie wie lub nie rozumie’. Wówczas hipoteza nr 4 wyjaśniałaby powstanie tego zwrotu, a hipoteza nr 2 – jego późniejszą ewolucję.
Gdy napisałem o tym do prof. Malinowskiego (w tym samym komentarzu pod filmem na YouTube), odpisał: „można sobie wyobrazić, że Baliński mógł udawać, że nie zna polskich realiów, w tym i języka, żeby nadać sobie wiarygodności jako Laskaris. Tak to rozumiem, a potem jego sprawa stała się znana, stąd tak reagowano na potencjalnego oszusta. Ale rzeczywiście znów osuwamy się tu w domysły”.
Czy te dwie słabości przekreślają tę hipotezę? Zdecydowanie nie. Myślę, że jest ona najsilniejsza z dotychczas zaproponowanych. Choć może – w przeciwieństwie do jej autora – nie użyłbym tutaj jednak sformułowania, że „sprawa została już rozwiązana”. Nie mamy bowiem twardych i jednoznacznych dowodów, że to właśnie sprawa Balińskiego była początkiem tego zwrotu; w pewnych aspektach opieramy się na dowodach pośrednich, a w pewnych – na domysłach. Mimo wszystko, wydaje się to bardzo prawdopodobne.
Z wyrazami szacunku
Kamil Pawlicki
Bibliografia:
Chęciński, Jan. 1875. Krytycy: komedya w 5ciu aktach wierszem, Warszawa, s. 156 (https://polona.pl/item-view/68cb484b-03de-4787-b647-a563e96bb141?page=159).
Feleszko, Kazimierz. 2003. Bukowina moja miłość: język polski na Bukowinie karpackiej do 1945 roku: słownik. T. 2, red. nauk. Ewa Rzetelska-Feleszko, Warszawa.
Kłosińska, Katarzyna. 2012. Udawać Greka (https://trojka.polskieradio.pl/artykul/720415,udawac-greka).
Kolberg, Gustaw. 1873. Lud: jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Ser. 6, Krakowskie, Cz. 2, Kraków, s. 359 (https://bc.wbp.lublin.pl/en/dlibra/publication/2300).
Morcinek, Gustaw. 1938. Miasteczko nad rzeką, Warszawa.
Pisarkowa, Krystyna. 1994. Z pragmatycznej stylistyki, semantyki i historii języka – wybór zagadnień, Kraków (https://rcin.org.pl/dlibra/publication/14424/edition/2198).
Tyrpa, Anna. 2006. Etnocentryczne widzenie obcych w polszczyźnie ludowej, „Studia Dialektologiczne” III, red. J. Okoniowa, Kraków, s. 57-69, przedruk: Tyrpa, Anna. 2021, Pół wieku z polszczyzną, pod red. Moniki Buławy, Barbary Grabki, Renaty Kucharzyk, s. 197-212 (https://rcin.org.pl/Content/233908/Pół%20wieku%20z%20polszczyzną_do%20druku.pdf).
Wiechecki, Stefan. 1936. Twarda czekolada, w: Znakiem tego…, Warszawa, s. 245–247.
Worcell, Henryk. 1936. Zaklęte rewiry, Warszawa.