Grzegorz Chodkowski
Szanowny Panie,
rzeczywiście, w przywołanym przez Pana liście Zygmunta Baumana Przasnysz pojawia się dość nieoczekiwanie:
„Marzę wciąż, by mnie Żydzi przekonali, że się mylę, gdy kraczę, że zguba Izraela nie w Arabach, lecz Żydach, ale oni jakby się zmówili, by mnie przekonać, że mam rację. Teraz brak mi już wprost słów. Nie mogę patrzeć na reportaże z Izraela ani czytać sążnistych na powrót analiz. A do tego jeszcze dochodzi do obrzydliwe targowisko na szczycie, frymarczenie urzędami i przywilejami, operetkowość krajowego dyktatora. Wszystko, co najgorsze w Przasnyszu, zmieszane z całym brudem Lewantu. A i serce się kroi nad dolą Palestyńczyków, którym najpierw wybijali zęby okupanci, a teraz wybijają swoi, co sytuacji zębów nie zmienia, ale stan duszy tak, bo nawet nadzieję odebrano, a jak tu duszy żyć bez nadziei?”
Z kontekstu można odnieść wrażenie, że Przasnysz jest tutaj ucieleśnieniem prowincjonalności, drobnomieszaństwa, kłótliwości, małości społecznej i politycznej. A zatem jego przywoływanie ma zapewne podobną funkcję, jaką często miewa przywoływanie Pcimia, Koziej Wólki czy Wąchocka. O ile jednak te miejscowości są symbolami ponadlokalnymi, o tyle Przasnysz jest raczej symbolem lokalnym; bywa tak traktowany, ale o wiele od nich rzadziej (zob. np. profil na Facebooku „Memy o mieście Przasnysz i okolice oraz Ursusie c330”).
W literaturze znalazłem – prócz Baumana – tylko jeden wyraźny przykład odwołania do Przasnysza jako symbolu małego miasteczka: Miron Białoszewski w tomie „Obmapywanie Europy. Aaameryka” (s. 59) tak opisał Nowy Jork:
„Brązowy hol. Święty Józef z gipsu. Portret papieża. Cisza. Jak w Sieradzu. Jazda windą na siódme piętro. Pokoik z tradycyjnym wyrkiem. Na ścianie Serce Jezusa. Roleta w oknie. Wychodeczek. Prysznic. Stoję w oknie i patrzę. Domy wielkie, ale cicho i pusto. Jak w Przasnyszu”.
A zatem – podobnie jak Bauman – Białoszewski porównuje wielką, obcą metropolię (Nowy Jork) do małych, swojskich miast (Sieradz, Przasnysz), tym samym miasto amerykańskie oswajając i ujmując mu nieco wzniosłości.
Fragment powyższego cytatu został zawarty w tytule artykułu w „Rzeczpospolitej” – „Cicho jak w Przasnyszu”.
Trudno więc mówić tu o stałych zwrotach, frazeologizmach (nie ma ich zresztą również w wypadku Pcimia, Koziej Wólki czy Wąchocka), choć cytat z Białoszewskiego pewnie był lub jest najbliższy do stania się takim zwrotem. Można natomiast przypuszczać, że – przynajmniej gdzieniegdzie – Przasnysz funkcjonuje jako symbol prowincji, małego miasteczka; co czasem oznacza ciszę, a czasem – „frymarczenie urzędami”.
Z wyrazami szacunku
Kamil Pawlicki